czwartek, 17 listopada 2016

Chapter 37

Justin's POV


                  Byliśmy już w klubie. Wszyscy razem, jak za dawnych czasów. Tęskniłem za tym. Może nie za klubami, bo w ostatnich latach zdarzyło mi się trochę narozrabiać... Ale za spędzaniem czasu 24 h z tymi ludźmi, z ludźmi ,których kocham i przy których jestem lepszym człowiekiem.
           Musnąłem swoimi ustami policzek Cat, która siedziała mi na kolanach. Byliśmy już po paru drinkach i dawało się to odczuć. Gdy była ze mną mogła śmiało tyle pić.
- Awww... Justin nasza piosenka właśnie leci, chodź tańczyć ! - od razu wstała ze mnie i ciągnęła mnie za rękę w stronę parkietu. Podniosłem się uśmiechając do niej.
            Nasza piosenka nie była ani wolna ani szybka, po prostu ciągnęła za sobą masę wspomnień, choćby nasz pierwszy pocałunek. 
            Złapałem Cat za ręce i przysunąłem do siebie, skracając przestrzeń znajdującą się miedzy nami do minimalnej. I tak w kółko odrywaliśmy się od siebie i przyciągaliśmy do siebie w rytm muzyki. Zabrałem swoje ręce z rąk Cat i złapałem ją za biodra ,którymi kołysała ,,spokojnie kochanie ,te biodra i tak się znajdą dzisiaj pode mną" - uśmiechnąłem się na tą myśl. Zacząłem składać mokre pocałunki na jej szyi pod koniec piosenki. Gdy się kończyła pocałowaliśmy się tak jak wtedy... 3 lata temu.

Cat's POV

            - Dawaj idziemy z stąd. - powiedział mi przy uchu Justin. Chwilę się zastanawiałam, ale club nie był teraz dla mnie tak istotny jak kiedyś, gdy po 5 dniach w budzie marzyałam by się nachlać do nie przytomności, ale byłam sama... Teraz mam najcudowniwjszego chłopaka na świecie z którym wszędzie mogę spędzać czas.
             Ja i Justin wyszliśmy, nie informując o tym nawet Chaza i Kylie, którzy znikli gdzieś w tłumie.
            Szliśmy teraz we dwoje, sami, z dała od otaczających nas ludzi i nużącej rzeczywistości. Szliśmy wzdłuż plaży. Justin obejmował mnie swoim ramieniem ,a nasze ciała w trakcie marszu się ze sobą co chwila stykały.
- Emm... Cat... - zaczął Justin. - Co byś odpowiedziała ,gdybym Cię teraz zapytał o rękę ? - w końcu się wysłowił. Wyszczerzyłam oczy.
- Justin ,ty chyba... - nie dał mi dokończyć.
- Odpowiedz. - skomentował.
Nie wiedziałam ,co mam myśleć. Ogólnie wyłączyłam myślenie w tej sytuacji.
- Jesteśmy za młodzi, tzn. ja jestem. - odpowiedziałam odwracając wzrok. Błagam ,by nie zrozumiał mnie źle...
- Co chcesz przez to powiedzieć ?
- To ,że myślę iż powinniśmy z tym zaczekać... - westchnęłam.
- Czemu? - zaśmiał się. Akurat tego to się nie spodziewałam. - Przecież zaręczyny to jeszcze nie ślub...
- No niby tak, ale jest to pewnego rodzaju złożenie przysięgi. - w tej sytuacji nawet nie wiedziałam ,co mówię.
- Przysięgi wierności ? Myślałem ,że mamy to już dawno za sobą...

Justin's POV

          - Przysięgi wierności ? - Myślałem ,że mamy to już dawno za sobą... - skomentowałem. Szczerze spodziewałem się lepszej reakcji na moją propozycję, ale po części ją też rozumiałem. Jest młoda, pewnie nawet nie myślała o mnie jako o mężu, o dzieciach i tak dalej. Ale ja też nie miałem tego dosłownie na myśli. Za parę lat ślub, dzieci - owszem - Ja po prostu chciałem mieć to za sobą, chciałem mieć pewność ,że między nami za jakiś czas się nic nie zmieni ,albo ona mnie nie zostawi, chciałem być z nią bliżej, chciałem ,aby miała we mnie wsparcie jako przyszła rodzina, chciałem też mieć od niej 100 % wsparcie i chciałem wiedzieć ,że jest tylko moja. W tej sytuacji się powstrzymałem od tego pytania. Zaczekam z tym.
- Justin, ja Cię kocham... - powiedziała zatrzymując się przede mną i patrząc mi w oczy.
- Wiem skarbie, ja ciebie też. - odpowiedziałem gładząc ją ręką po policzku, moją drugą miałem cały czas z nią złączoną.
- Ja po prostu uważam ,że my na razie nie potrzebujemy tego papierka jako dowód naszej miłości. - dodała. Nic nie powiedziałem, więc kontynuowała. - Rozumiem twoje potrzeby ,i ja też tego samego chcę ,ale czy nie możemy z tym zaczekać z rok, pół roku. Bo widzisz Justin, po części czuję się jeszcze dzieckiem i nie jestem do końca gotowa do tej roli. - słuchałem uważnie każdego jej słowa i postanowiłem przystanąć na jej propozycję.
- Dobrze. - westchnąłem. Kochanie szykuj się na to ,że za pół roku uklęknę przed tobą z pierścionkiem zaręczynowym. 
- Nie bądź zły. - spojrzała na mnie z miną szczeniaczka ,łapiąc mnie także za drugą rękę.
- Na ciebie ? - zadał pytanie retoryczne. - Nie mógłbym. - i połączyłem nasze usta ze sobą.
         Szliśmy dalej plażą. Oddalaliśmy się coraz bardziej od klubów, barów i ludzi. Zatrzymałem się ,a Cat ze mną. Nie oceniajcie mnie. Czasem miewam takie postrzelone pomysły... Zdjąłem z siebie wszystkie ubrania i poszedłem do wody prosząc Cat ,aby dołączyła do mnie.

Cat's POV

              Moje oczy się jeszcze bardziej rozszerzyły ,gdy zobaczyłam ,że Justin zdejmuje z siebie wszystkie ciuchy i zmierza w kierunku wody. Był nagi.
- Skarbie, chodź do mnie. - zawołał. - I zdejmij z siebie tą sukienkę. - dodał śmiejąc się pod nosem.
- Oszalałeś ? - zapytałam. - Nic pod nią nie mam. - nie byłam tak śmiała jak Bieber.
- No właśnie wiem. - skomentował ,a na jego twarz wkradł się łobuzerski uśmieszek. Był już do połowy w wodzie.
- No chodź. Bo sam po ciebie przyjdę. - Nim zdążyłam przeanalizować to czy nie powinnam wiać zanim wrzuci mnie do tej lodowatej wody nagą ,było już za późno. Justin raz, dwa mnie podniósł i zaczął nieść w kierunku morza. Moje wyrywanie się było na nic. Po drodze ściągnął ze mnie jeszcze sukienkę i rzucił w kierunku swoich leżących ubrań.
- Czy już mówiłam jak bardzo Cię nienawidzę ? - zapytałam.
- Słyszałem to od ciebie już setki razy. - zaśmiał się i mnie postawił. Woda sięgała do połowy naszych ciał. Postanowiłam ze względu na to ,że nadal było widać moje cycki udać się bardziej w głąb. Justin podążył za mną. Zatrzymałam się ,gdy woda sięgała mi już do szyi.
- I ,co kochanie nie jest tak źle ? - stwierdził.
Złapał mnie za ręce i przysunął bliżej siebie. Nim zdążyłam mu w jakiś sposób zaprzeczyć wepchnął mi język do gardła. Nasze języki toczyły ze sobą walkę. A ja przestałam się już przejmować tym ,że jesteśmy nadzy, w morzu, o 3 nad ranem.

                Obudziłam się chyba o 11 rano ,leżałam w łóżku. Chyba musiał mi się wczoraj urwać film. Jednak doskonale pamiętałam fakt iż kochaliśmy się w morzu. I było cudownie...Ale ciii...
Spojrzałam w bok Justin jeszcze słodko spał, obejmując moje ramie ręką.
                 Chwilę się jeszcze patrzyłam jak śpi i cicho pochrapuje. Weszłam też na instagrama ,by przejrzeć nowe zdjęcia moich znajomych. Chad i Tay jak zawsze spędzali tak samo czas, Chad w skateparku z kumplami, Taylor na zakupach z koleżankami z naszej klasy. Kurcze, tęskniłam za nimi, za naszymi wspólnymi od pałami, imprezami, wyjściami, nie wracaniem do domu przez cały weekend, nawet za sprzeczkami z policją i lądowaniem w komisariacie. Westchnęłam, będzie trzeba ich w końcu odwiedzić. Wstałam po cichu, starając się nie obudzić Justina. Poszłam do kuchni, z skąd wziełam 2 tabletki na ból głowy i popiłam je wodą. Za gotowanie nawet się nie brałam z moimi zdolnościami kulinarnymi. Poszłam pod prysznic.
                   Po wzięciu chłodnego prysznicu, założyłam na siebie świeże ubrania. Gdy wyszłam z łazienki ,akurat zastałam obudzonego już Justina.
- Hej, skarbie. - przywitałam się z nim.
- Hej, księżniczko. - także się ze mną przywitał.
Usiadłam na skraju łóżka i się z nim pocałowałam na przywitanie. Siedział w telefonie, więc oparłam się o jego nagą klatę i zaczęłam bawić się palcami. Także zajęłam się telefonem.
- Jak się czujesz ? - zapytałam nie będąc w stanie niczego innego wymyśleć.
- Oprócz tego ,że strasznie boli mnie głowa po wczorajszym ,to dobrze...a nawet bardzo dobrze. - odpowiedział odkładając komórkę na szafkę nocną. Przyglądał mi się teraz, zaczął bawić się moimi włosami.
- A ty ? - zapytał.
- Ja ? Świetnie. - odparłam. Podniosłam się z niego.
- Dobra, pora wstawać. - westchnął ,także się podnosząc. - Bo kto inny jak nie ja zrobi nam śniadanie. - zaśmiał się. A ja lekko uderzyłam piąstką w jego ramię ,pokazując mu ,że to wcale nie było śmieszne.
              Justin na śniadanie zrobił nam naleśniki ,które zjedliśmy z syropem klonowym. - Przy twoim karmieniu przytyję niedługo z jakieś 10 kg i będę wielorybem. - zaśmiałam się ,gdy skończyliśmy jeść.
- Nie marudź. - zaśmiał się Justin. Po czym zmierzył mnie wzrokiem. - I nie masz się czego bać. - ocenił.
Pocałował mnie w usta w przejściu po czym poszedł się umyć.

Tak bardzo Wam dziękuje za to ,że mnie nie zostawiliście, jesteście tu, czytacie. Dziękuje Wam także za miłe komentarze ,po których przeczytaniu ,gdy tylko wróciłam ze szkoły od razu poprawił mi się humor i zasiadłam do pisania. Co do komentarza o tym ,że ,,chyba Justin i Cat niedługo zostaną rodzicami" ,to powiem tyle ,że wątek ten się pojawi ,ale więcej szczegółów zdradzać nie będę. BTW Jak wrażenia z koncertu? Byliście? Dla mnie koncert mógłby nie mieć końca :D
Pytanie? - TT: @BeJatrine
Zawsze i chętnie odpowiadam ;)
Mam nadzieje też ,że rozdział Wam się spodoba i  ciekawa jestem waszych opinii<3

3 komentarze:

  1. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  2. Rozdział jak zwykle bomba
    Pozdrawiam i posyłam dużo weny ;)

    OdpowiedzUsuń