poniedziałek, 22 maja 2017

Chapter 40

Cat's POV

               Obudziłam się koło w pół do siódmej, gdyż moje próby zaśnięcia przez całą noc były na marne. Justin jeszcze spał wtulony we mnie. Czułam na sobie jego ciepły spokojny oddech. Delikatnie ściągnęłam z siebie jego rękę, tak aby go nie obudzić i  po cichu poszłam w stronę łazienki.
                Po orzeźwiającym prysznicu z rana, ubrana już w to zeszłam na dół zrobić sobie kawę.
- Dzieńdobry. - powiedziałam ,gdy zobaczyłam u progu wejścia do kuchni tatę Justina.
- Dzieńdobry. - odpiwiedział tym samym. - Jak Ci się spało?
- W porządku. - skłamałam, bo nie chcialam doorowadzić do niezręcznej sytuacji.
- To dobrze. - odpowiedział i po krótkim namyśle dodał - Pójdę się teraz umyć, bo za jakąś godzinkę będę musiał zawieść dzieciaki na zajęcia. Jaxona na piłkę nożną,a Jazmyn na zajęcia taneczne.
- Jasne..rozumiem. Zresztą Justin niedługo pewnie się obudzi.
I tak Pan Bieber poszedł się myć a Justin chwilę potem zszedł przecierając jeszcze po drodze oczy.
- Witaj skarbie. - przywitał się zachodząc mnie od tylu ,gdy właśnie upijała łyka kawy i całując mnie czule w policzek.
- Witaj Justin.
- Jak ozięble. - skomentował śmiejąc się. - Wcześnie dziś wstałaś.
- Racja. - odpowiedziałam. - Jakoś sama z siebie się dzisiaj obudziłam wcześniej.
- To do ciebie raczej nie podobne ,ale pewnie zmiana miejsca..to dlatego.
Po zrobieniu sobie także kawy usiadł obok mnie jeszcze na w pół przytomny.
- Dzisiaj jedziemy na obiad do mojej mamy..a później wracamy do domu. - przypomniał.
- Wxiem pamiętam... i znowu denerwuje się jak diabli... - skomentowałam.
- Czym? - zapytał nie bardzo rozumiejąc.
- Tym samym Justin..tym czy mnie zaakceptuje. - odparłam jakby było ,to najoczywistszą rzeczą na świecie.
- Ja jakoś wogóle się tym nie przejmowałem ,gdy miałem poznać twoich rodziców i wyszło całkiem nieźle. - wzruszył ramionami.
- Bo było to niespodziewane. - odparłam.
- Nie przejmuj się. - skomentował. - Mój tata Cię polubił.. więc mama też powinna nie mieć z tym problemu. Zresztą Ciebie nie da się nie lubić. - dodał całując mnie w czoło i przytulając.
                Po południu wyruszyliśmy spod domu taty Justina ,a mój oddech z każdym kolejnym przemieżanym kilometrem stawał sie mniej spokojniejszy.
Gdy sobie uświadomiłam ,że jesteśmy już prawie na miejscu i nie ma już odwrotu myślałam ,że
padnę na zawał. Ale taka była rzeczywistość. Gdy Justin wjechał na podjazd i zaparkował seój samochód, wysiadłem z niego powoli i ostrożnie. Razem z Justinem podeszliśmy do drzwi i zadzwoniliśmy do drzwi dając o swoim przyjeździe zmać. Drzwi otworzyła na drobna i niska kobietka o ciemnych włosach. - Cześć mamo. - od razu zawołał uszczęśliwiony Justin i zamknął ją w niedźwiedzim uścisku. Gdy odsunęli się od siebie ,kobieta dopiero zauważyła moją obecność. - A ty pewnie musisz być Cat. Justin tak wiele o tobie opowiadał. - sięgnęła myślami do wcześniejszych chwil.
- Dzieńdobry. Miło wreszcie Panią poznać. - powiedziałam.
- Oh, proszę.. mów mi Pattie, nie jestem wcale aż tak stara.
                   - A więc na codzień ...?
- Chodzę jeszcze do liceum. - skomentowałam.
- Ah. - odparła.
- I jak Ci się mieszka w Kanadzie? - zapytała.
- Dobrze..a nawet bardzo dobrze i myślę ,że to dzięki Justinowi.. - uśmiechnęła się najpierw do mnie później do Justina na wspomniane przeze mnie jego imię.
- Długo już jesteście razem? - tego pytania się spodziewałam i momentanie zamarłam.
- Od 4 miesięcy. Jakoś tak. - odpowiedział Justin. ,,Jakoś tak" już ja mu dam za jakoś tak :D Ale przynajmniej wybrnęliśmy z niekomfortowej sytuacji.
                I tak miło spędziliśmy weekend u rodziców Justina w przyjemnej atmosferze z bardzo miłymi i otwartymi ludźmi. Pewnie z moimi rodzicami byłoby znacznie trudniej.
- I jak było. - spytał Justin ,gdy wsiedliśmy już do jego samochodu.
- Fajnie. Naprawdę masz spoko rodziców. - odpowiedziałam zgodnie z prawdą.
- Teraz czekam aż poznam twoich. - skomentował.
- Przecież poznałeś. - odpowiedziałam.
- Tak, ale jako twój kolega, no a może bardziej kolega twojego brata.
- Czemu Ci tak bardzo na tym zależy? Czemu tak bardzo się z tym spieszysz. Justin nie mam nawet jeszcze 18 lat, ty masz 23.
- Serio, czyli jednak różnica wieku między nami ma dla ciebie aż takie wielkie znaczenie. Super.
- Justin, dobrze wiesz ,że nie o to mi chodziło. Miałam na myśli to ,że moim rodzicom byłoby znacznie trudniej pogodzić się z faktem ,że mam chłopaka. Ich zdaniem powinnam teraz siedzieć w domu i się uczyć ,a co najwyżej z koleżankami do kina wychodzić.
              Nic nie powiedział. Jechaliśmy w ciszy do domu.
- Wejdziesz na trochę? - zapytałam ,gdy byliśmy już przed moim domem. Nienawidziłam tej niezręcznej ciszy między nami, nienawidziłam kiedy się kłóciliśmy.
Popatrzył się w nadzieję na pogodzenie się jeszcze dzisiaj wypisaną na mojej twarzy.
- A nie masz mnie już na dzisiaj dosyć? - zapytał pół żartem pół serio.
- Ja nigdy nie mam Cię dosyć. - odpowiedziałam pewnie. - Nawet kiedy się kłócimy.
          Wysiadł z samochodu, ja zrobiłam to samo. Poszliśmy w kierunku domu, gdzie w środku ani nie zastaliśmy Chaza ani cioci Judith.
- No, a więc czy to oznacza ,że...
- ...mamy wolną chwilę. - dokończył za mnie uśmiechając się i poruszył brwiami. Co pewnie miało wyjść zachęcająco ,a wyszło przezabawnie, bo nie wytrzymałam i się roześmiałam. - Taaa ,to chyba to oznacza.
- Lepiej mnie nie denerwuj ,bo właśnie mam na ciebie teraz kurewską ochotę. - skomentował.


piątek, 3 lutego 2017

Chapter 39

Cat's POV

             Justin już pojechał, a ja i Chad mieliśmy dzisiaj powspominać dawne czasy. - To ,co kebab i The Walking Dead ? - zapytał. Przytaknęłam. Nie wybieraliśmy się na żadną imprezę, bo o 7 Chad miał mieć samolot.

Justin's POV

                   Dzisiaj ja i Cat mieliśmy pojechać na weekend do mojego taty. Było to dla mnie ważne, bo miała poznać moją rodzinę, a ona ją.
- Już się nie denerwuj. - zaśmiałem się ,gdy Cat nerwowo stukała paznokciami.
- Justin, to ważne, bo co jeśli mnie nie zaakceptują... - wytłumaczyła mi swoje obawy.
- To wtedy uciekniemy na koniec świata i będziemy żyć długo i szczęśliwie jak w bajkach
- Justin...Nawet z tego nie żartuj.
- Po prostu jestem pewien ,że Cię polubią, a ty nie masz się czego obawiać. - puściłem jej oczko.
Ta westchnęła nie mając już kolejnego argumentu i odwróciła się w stronę okna. Właśnie w radiu leciał mój kawałek ,więc puściłem na maksa i zacząłem sobie podśpiewywać ,a że było czerwone to zacząłem tańczyć jak mogę, Cat nie mogła powstrzymać śmiechu, wiedziałem ,że ją tym rozluźnie.
Gdy piosenka się skończyła posłałem uśmiech w jej stronę, który odwzajemniła ,nadal się śmiejąc.
             Pół godziny później byliśmy już na miejscu. Cat niechętnie odpieła pas ,gdy zaparkowałem przed domem mojego taty.
- Gotowa? - zapytałem.
- Chyba... - odpowiedziała.
- Chyba? - powtórzyłem ,to co powiedziała. - Nic się nie przejmuj. Z pewnością Cię polubią. Wyluzuj. - puściłem jej oczko. - A teraz daj mi tu swoje usta. - dodałem. Cat pocałowała mnie w usta.
           Drzwi otworzył nam mój tata. Przytuliłem się do niego na przywitanie. Poklepał mnie po ramieniu. Odsunęliśmy się od siebie.
- Dzień dobry. - powiedziała Cat na powitanie.
- Oh, a ty musisz ,być tą o której Justin nie może przestać gadać. Oczywiście w pozytywnym znaczeniu. - powiedział i puścił jej oczko na ,co się uśmiechnęłam. Przytulił także i ją. - Witamy w rodzinie. - dodał.
Wkrótce pojawili się przy nas także Jazmyn i Jaxon. Oboje niemalże rzucili się na mnie. - Justin, to twoja dziewczyna? - zapytała Jazmyn.
- Tak, zgadza się kochana. - odpowiedziałem.
- Hej, Jazmyn jestem. - podeszła do Cat witając się z nią i podając jej swoją rączkę, Cat także odwzajemniła gest. - Cat. - uśmiechnęła się do małej.
Jaxon był nieco bardziej nie śmiały ,ale zaraz po Jazmyn także się z nią przywitał.
        Po obiedzie Cat bawiła się z Jazmyn ,a ja z Jaxonem. Mój tata pojechał do miasta załatwić pare spraw.
- Dobrze radzisz sobie z dziećmi. Lubią Cię. - skomentowałem ,gdy położyliśmy już ich spać.
- Justin... -  zaczęła.
- No, co taka prawda. A może by tak...? - nawet nie dokończyłem ,a ta stanowczo odparła. - Nie.
- A co gdyby ,no wiesz, stało się to przez przypadek. - niczego nie planowałem, rozumiałem Cat i jej potrzeby, to że najpierw musi szkołę skończyć ,ale po protu chciałem wiedzieć jakby postąpiła ,gdyby doszło do takiej sytuacji.
- To wtedy... - miałem już usłyszeć odpowiedź, ale mój tata wrócił.
- Wrócimy do tej rozmowy jeszcze. - powiedziałem, a Cat zrzędła mina. Chyba nie chciała odpowiedzieć ,tego o czym nawet nie chciałem myśleć...
Zeszliśmy na dół.
- Hej, tato. I jak wszystko załatwiłeś, co miałeś? - zapytałem.
- Tak, tak. - odparł.
- To co może coś obejrzymy ? - zaproponował.
- Jasne, czemu by nie? - spojrzałem na Cat,a ta przytaknęła.
Usiedliśmy na dużej kanapie w salonie, a mój tata przyniósł każdemu z nas piwo. Mój tata włączył jakąś komedię ,która akurat leciała w telewizji. Oglądaliśmy. Położyłem rękę na udzie Cat ,która siedziała koło mnie, ta się spięła i spojrzała na mnie. Spojrzałem w jej oczy ,a ta odwróciła wzrok w kierunku telewizora. Westchnąłem ,ale nie zabrałem swojej ręki z stamtąd. I tak przez resztę wieczoru dopóki Cat nie stwierdziła ,że idzie spać. Tata postanowił ,że przyniesie jeszcze piwa i obejrzymy razem jakiś meczyk.
Po meczu poszedłem na górę. Gdy już byłem w pokoju ściągnąłem z siebie ubrania. Pozostając w samych bokserkach położyłem się do łóżka, kładąc się obok Cat, blisko i obejmując ją w pasie. Odsunęła się ode mnie i ściągnęła moją rękę, nie spała. Westchnąłem, patrząc w sufit. Podjąłem się drugiej próby. Przybliżyłem się do niej i zamknąłem ją w objęciu, tak ,że nie miała jak się wyswobodzić. W końcu przestała próbować ,gdy zbliżyłem swoje usta do jej. Rozluźniła się, byliśmy blisko. Całowaliśmy się, namiętnie i nic nas innego nie obchodziło niż my sami. Odsunęliśmy od siebie nasze usta by złapać oddechu. Cat się uśmiechnęła, ja też. Tego mi brakowało. I myślę ,że nie tylko mi :3.
- Kocham Cię.
- Ja ciebie też mała.

Tym razem krótszy rozdział, ale to dlatego ,że koniecznie chciałam coś dla Was wstawić. Tak mi wstyd za moją dłuższą nieobecność, że aż moje wytłumaczenie nie wydają się wystarczające. Trochę mi się ostatnio w życiu pokomplikowało... Porywy i przegrywy miłosne :)))) Tak to u mnie ostatnio było... Ale cóż, choć życie czasami lubi nam dopiec ,to trzeba się wziąć w garść i być pozytywnej myśli ,że będzie lepiej. Co do kolejnego rozdziału ,to wole nic nie obiecywać, żeby nie było. Ale... Postaram się teraz więcej czasu spędzać na bloggerze. Papa, trzymajcie się:) buśki